poniedziałek, 25 listopada 2013

Refleksyjnie "Tylko człowiek człowiekowi potrzebny jest do szczęścia"

Witam Was bardzo serdecznie! Dziś chwalę się swoim  artykułem pt.  "Tylko człowiek człowiekowi potrzebny jest do szczęścia". Napisałam go do gazetki WTZ pt. "Co słychać" oraz został umieszczony na blogu "Książka z nadzieją".

Z racji tego, że na dworze ziąb, a wieczór przed nami długi zachęcam do lektury, a potem z Wami z chęcią podyskutuję w komentarzach.

Oto artykuł! Życzę miłego czytania, a później ciekawych przemyśleń.



„Tylko człowiek człowiekowi potrzebny jest do szczęścia”
 Będąc samym, nie czujemy się tak naprawdę szczęśliwi. Po jakimś czasie zaczynamy się nudzić, myśleć, o niekoniecznie pozytywnych rzeczach, psuje nam się nastrój, jest nie tak, jak powinno być. Owszem, samotność jest dobra przez kilka godzin – kiedy chcemy odpocząć od zgiełku i problemów tego świata, popracować, poczytać, czy też posłuchać głośnej muzyki. Jednak tak naprawdę nikt z nas nie lubi być na dłuższą metę sam. Człowiek jest „stworzeniem stadnym” i aby być szczęśliwym potrzebuje do tego innych ludzi.
          Dziś niestety coraz mniej mamy czasu na spotkania z rodziną czy znajomymi. W pogoni za pieniędzmi, za dobrem materialnym, pnąc się po stopniach kariery, zapominamy, że gdzieś czeka ktoś na nasz telefon, na spotkanie z nami. Kuzynka dzwoniła parę razy, proponowała spotkanie, kolega dzwonił, w czasie, kiedy my nie mieliśmy czasu rozmawiać. Obiecało się, że się spotka, oddzwoni, ale po co, przecież nie ma czasu. Dopiero kiedy nam „podwinie się” noga, dopadnie jakiś kryzys, czy choroba, nagle przypominamy sobie, że jest kuzynka, są przyjaciele…i wtedy nagle zaczynamy rozumieć, jak to super jest mieć znajomych, jaki człowiek jest szczęśliwy, kiedy sobie pogada, wyżali, poplotkuje, poradzi, czy powspomina dawne czasy. Tylko, że nie pamięta się tego, jak kiedyś potraktowało się znajomych i nie myśli o tym, że może oni już nie mają ochoty poświęcić dla nas swojego, też cennego, czasu. Bywa, że na odbudowanie starych znajomości jest już za późno. Czujemy się tacy nieszczęśliwi, samotni, niepotrzebni, mamy pretensje do wszystkich, tylko nie do siebie. Dlatego też w dzisiejszym zagmatwanym świecie nie powinno się zapominać o tych, którzy są nam bliscy. Bo bycie samotnym równa się z byciem nieszczęśliwym. Owszem, pracować trzeba, ale nie dajmy się zwariować.
W dzisiejszej dobie telefonów i Internetu, telefon, pisanie e-maili czy też rozmowy (prywatne wiadomości) na portalach społecznościowych ułatwiają nam możliwość kontaktowania się z drugą osobą. Jednak tu jest warunek, że chcieć muszą obie strony! A gdy dojdzie czasem do spotkania z rodziną, czy znajomymi, to dopiero jest się szczęśliwym. Można powspominać dawne czasy pogadać o teraźniejszości, a także wspomóc w chwili problemów dobrym słowem.
          Osoby niepełnosprawne tym bardziej dążą do bycia w grupie, do pielęgnowania kontaktów międzyludzkich. W grupie siła, łatwiej znaleźć wsparcie, nadzieję, a także pomoc. Fajnie jest mieć znajomych i przyjaciół zdrowych, ale niestety nadal w naszym kraju aż roi się od stereotypów i różnie to bywa z zawieraniem, kontynuowaniem takich znajomości. Zdrowi nie zawsze chcą „kumplować się” z niepełnosprawnymi osobami. Dlaczego tak jest? Nadal niestety są stereotypy, że człowiek z MPD to głupi, że z kulawym nie można się fajnie bawić, a ze ślepym nie można iść do kina. Pamiętam, jak kiedyś niewidoma koleżanka opowiadała, jak na wykładzie pan profesor „rzucił” tekst: „gadać z wami, to jak ze ślepym o kolorach…”. Potem zrobiło mu się głupio, bo przypomniał sobie, że ma na sali osobę niewidomą. Przepraszał ją, choć dziewczyna śmiała się z jego stresu, no bo o co się tu gniewać, to zwykły slogan, którym nie ma się co przejmować. Akurat ta dziewczyna, choć nie widzi, to wie, jakie kolory są ciemne, a jakie jasne, czy zielona spódnica pasuje do czerwonej bluzki itp. Lecz niestety wiele pełnosprawnych osób nie rozumie, że człowiek niepełnosprawny to taka osoba, jak każda. Należy tylko ją zaakceptować i zrozumieć.
          Fajnie jest, kiedy osoba niepełnosprawna znajdzie sobie partnera /partnerkę. Ba, jeszcze fajniej, kiedy wyjdzie za mąż/ożeni się. Wtedy jest się prawdziwie szczęśliwym. A wiem, że można, bo znam kilka par, gdzie jedna z osób jest niepełnosprawna. Pary te w szczęściu żyją już razem kilkanaście lat.
          Uważam, że bardzo dobrze, że są warsztaty terapii zajęciowej. Tam osoby niepełnosprawne poznają świat i uczą się życia codziennego. Jednak nie tylko o to chodzi, bo na warsztacie osoby niepełnosprawne integrują się ze sobą, rozmawiają, pomagają w rozwiązywaniu swoich problemów. No a najważniejsze, że w tym przebywaniu ze sobą są szczęśliwe. Każdy jest inny, i każdy daje nadzieję drugiej osobie. Na pewno nie raz każda osoba niepełnosprawna zadawała sobie pytanie ”dlaczego to akurat ja mam takie problemy?, „czy ja muszę mieć to schorzenie? Czy akurat ja muszę utykać?”...i wiele innych pytań typu dlaczego. Widząc obok siebie osobę, która jest bardziej niepełnosprawna niż my, zapala się dla nas światełko w tunelu, zaczynamy rozumieć, że akurat to moje schorzenie nie jest jeszcze takie złe, że można z nim żyć. Poza tym mamy nadzieję, że skoro koleżanka/kolega jest bardziej niepełnosprawna ode mnie i sobie radzi, no to co, ja sobie mam nie dać rady?! Musi być dobrze. Na warsztacie jesteśmy otoczeni przez lubiane osoby, a jeśli do tego jesteśmy potrzebni, doceniani, to tym bardziej czujemy się szczęśliwi. Owszem, jak wszędzie tworzą się grupki, tych lubi się bardziej a tych mniej, jednak ważne jest dla nas to, że jesteśmy między ludźmi też niepełnosprawnymi, że znajdujemy wspólne tematy do rozmowy, że jest nam dobrze – jesteśmy szczęśliwi.
          Na warsztatach tworzą się też pary. Jedna już od kilku lat żyje w związku małżeńskim, a wiemy, że „kochać i być kochanym to największe szczęście istnienia”
            Będzie się człowiekiem szczęśliwym, jeśli będzie się otoczonym dobrymi znajomymi. Bo wtedy, choć ma się problemy, to w grupie siła, nadzieja. W grupie łatwiej rozwiązywać problemy i uzyskać pocieszenie!
            Jak napisał Phil Bosmans: „Szczęście znaj­du­je się w to­bie. Zaczy­na się na dnie two­jego ser­ca, a ty możesz je wciąż po­większać, po­zos­tając życzli­wym tam, gdzie in­ni by­wają nieżyczli­wi; po­magając tam, gdzie już nikt nie po­maga; będąc za­dowo­lonym tam, gdzie in­ni tyl­ko sta­wiają żąda­nia. Ty pot­ra­fisz się uśmie­chać tam, gdzie się narze­ka i la­men­tu­je, pot­ra­fisz prze­baczać, gdy ludzie ci zło wyrządzają.”

5 komentarzy:

Nadwrażliwiec pisze...

Fajny, dający do myślenia artykuł! :)
Tylko pytanie, co jeśli ta druga osoba nie tylko nie chce żadnych relacji utrzymywać, ale jeszcze izoluje innych od tych znajomości? Przecież nie ma się co narzucać - gorzej że ta osoba właśnie izoluje innych od sąsiadów, znajomych itp.... Pozdrawiam :)

Karolina90 pisze...

nic dodać, nic ująć. Tak trzymaj Iwuś!

Iva pisze...

Zim niestety ludzie są różni i tak czasem bywa - smutne ale prawdziwe.
Lolku dziękuję i zapraszam do dyskusji.

Anonimowy pisze...

Iwonko ten artykuł jest świetny!
Pozdrawiam Iwona.

Cyrysia pisze...

Bardzo mądry, głęboki i zrazem poruszający artykuł. Dał mi wiele do myślenia.
To prawda, że ciągle jesteśmy zaganiani i odkładamy spotkania z rodziną i przyjaciółmi ,,na potem''. Dopiero kiedy nas dopada kryzys to przypominamy sobie o naszych bliskich. Smutne, ale prawdziwe.

Co do relacji z niepełnosprawnymi, to wydaje mi się, że ludzie po prostu boją się ułomności takich osób i nie wiedzą, jak się zachować w stosunku do nich. Sama kiedyś miałam podobny przypadek. W mojej szkole była dziewczyna- karzeł i niemal każdy wyśmiewał się z jej niskiego wzrostu. Ja również wcale nie byłam lepsza. Mój strach chowałam pod maską ironii i drwin, dopiero pewien przypadek sprawił, że zaczęłyśmy rozmawiać ze sobą i byłam zszokowana, jak wiele nas łączy. Ona w niczym nie była gorsza ode mnie, wręcz przeciwnie. Była znacznie lepsza i cieszę się, że w porę to sobie uświadomiłam. Teraz wiem, że ma męża, dziecko i szczęśliwe życie, co mnie ogromnie cieszy, bo każdy, dosłownie każdy zasługuje na szczęście...