sobota, 16 marca 2013

Po ciężkim tygodniu

Moi drodzy!
Witam Was bardzo serdecznie w mroźny sobotni wieczór. I nie byłoby to nic dziwnego, gdyby nie to, że jest połowa marca, a zima nie odpuszcza, ba nawet w niektórych regionach naszego kraju warunki są tragiczne. 

U nas co prawda, na szczęście śniegu jak na lekarstwo i mam nadzieję, że tak już zostanie. Już naprawdę mam go dosyć przez duże D. Dziś było na dworze cudownie, gdyby nie te -6 to powiedziałabym, że wiosna. 

Rano poszłam z mamą do kościółka bo dziś spowiedź wielkopostna u nas. Szczerze to jestem zdegustowana lekko, ponieważ trafiłam do wikarego z sąsiedniej wioski. Tam księża słyną z szybkości (w dosłownym tego słowa znaczeniu), jednak takiego tempa spowiedzi się nie spodziewałam. Ledwo co wsłuchałam się w naukę, to już było po wszystkim. Ja tam nie lubię długich kazań itp ale uważam, że wszystko ma swój czas . No ale już jestem "czysta" i szczęśliwa i niech tak pozostanie.

Później poszłyśmy na zakupy i do cioci na kawkę. Choć mróz szczypał lekko w uszy ale słonko wszystko rekompensowało. Spacer był zdrowy i przyjemny.

Po południu to już całkowity relaksik przed komputerem, tv, czy też po prostu słodkie niec nie robienie. Specjalnie nie przejmowałam się tym lenistwem bo po tym tygodniu to mi się totalnie należało.

Mijający tydzień był bardzo męczący dla mnie, obfitujący w wiele negatywnych przeżyć. Oj jak boli gdy ranią bliskie osoby, kiedy nie rozumie się cierpień drugiego człowieka, kiedy nie widzi się mojej niepełnosprawności! Czy trzeba być głuchym, ślepym, kulawym, czy po prostu głupim aby ta niepełnosprawność była widoczna? jeśli człowiek jest kumaty, chodzący (choć to grubo powiedziane, jakoś się chodzi, a że ciężko tego też nikt nie widzi) to co to super jest! To nie jestem niepełnosprawna? Tylko, że pierwsza grupa z sufitu nie spadła! Tylko, że gdybym była w pełni sprawna, ba sprawniejsza, to moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej!! Nie chcę opowiadać po raz enty mojej historii ze środy, ale to co się przytrafiło było straszne, bolesne, bardzo bardzo bolesne. Jednak to wiem tylko ja i nikt inny, bo nikt nie jest w stanie tego zrozumieć. Nie jest w stanie? nie potrafi? może po prostu nie chce? ...tego już nie wiem. Znowu płaczę, a już myślałam, że umiem bez łez o tym myśleć. Nie wiem co będzie dalej, nie wiem jak długo jeszcze będę mogła być na warsztatach, boję się i to bardzo bardzo bardzo.

Na otarcie łez, w środowy wieczór rozdzwoniły się dzwony w Watykanie.  Oczekiwany, niezapomniany moment już za nami. Mamy nowego Papieża Franciszka. Powiem tak, moje modły były inaczej ukierunkowane, jednak cieszę się, że to akurat ten człowiek. Papież od samego początku wzbudził we mnie sympatię i radość, a jednocześnie spokój i taką dobroć. Mam nadzieję, że taki będzie pontyfikat. Teraz czekam na Jego słowa po polsku. Wiem, że będzie dobrze. I dziękuję Panu Bogu za ten wybór.

Miłej niedzieli!!

Ps. Notkę tą dedykuję Kali, bo ona mnie troszkę mobilizowała - DZIĘKUJĘ!!

6 komentarzy:

Kala pisze...

Ja mam akurat odwrotnie - za wszelka cenę staram się by nie zwracano uwagi na moja niepełnosprawność... - co czasem niekoniecznie wychodzi mi na dobre bo wiadomo, ze stali nie jestem i choćbym chciała to są spr w których bez pomocy nie dam rady

Zim pisze...

Iva, niedawno czytałam jedną opinię, że powiedzenie w Polsce o swojej niepełnosprawności czy chorobie przewlekłej to murowane bezrobocie... Dlatego ja ani na uczelni, ani gdziekolwiek indziej nie mówię co i jak, bo po co. Wiedzą tylko najbliżsi, czyli rodzina i garstka przyjaciół.
Kiedyś przyrzekłam sobie, że nie będę kłamać w ogóle, ale życie szybko zweryfikowało to przyrzeczenie - między innymi w związku z tym, co pisałam wcześniej. Nie ma ludzi doskonałych, tylko Bóg jest doskonały...
Widzę, że obie miałyśmy ciężki tydzień.
Pozdrawiam :)

Tojav pisze...

Mnie też podoba się nowy papież Franciszek. I wcale nie musi mówić po polsku. Czasem można kogoś rozumieć bez słów. Pozdrawiam i życzę miłej niedzieli.

Salanee pisze...

Zim, jest dokładnie tak, jak napisałaś. Jeżeli pracodawca pozna twoją historię, a czasami nie da się tego ukryć, szczególnie gdy jest luka w CV, nie zdecyduje się na takiego pracownika, wrzucając go do odpadów, bo przecież można sobie kogoś innego wziąć, chętnych jest wielu, niekoniecznie takich, co to chorowali długo... Do tej pory byłam na 3 rozmowach kwalifikacyjnych, za każdym razem miałam poczucie, że leżę po zapytaniu się dlaczego miałam tyle przerwy w pracy... Nie myliłam się, widziałam po ich minach, że takiej osoby nie chcą... Wydaje mi się, że dopóki ktoś nie doświadczy czegoś podobnego, nie zmieni swojego nastawienia i będzie wychodził z założenia, że skoro ktoś zachorował raz, to zachoruje i drugi, a przecież nikt sobie choroby nie wybiera, nikt nie chce cierpieć... Nie ukrywam, że coraz ciężej żyć mi w poczuciu beznadziejności. Tracę nadzieję, że znajdę tu pracę, w której nie będą wybrzydzać i zaufają mi jako osobie, a nie będą kierowali się tym, że mam lukę w CV, bo śmiałam zachorować... Dlatego emigruję, nie ma tu dla mnie miejsca i nie kwalifikuje się do jakiejkolwiek pomocy.

Iva, życie jest brutalne i nic tego nie zmieni.

Dotta pisze...

Ivo, to fakt, że osobie zdrowej czasem bardzo ciężko zrozumieć osobę chorą... Nie mamy na to niestety wpływu, bo zrozumienie wypływa z naszej woli i wrażliwego serca...

U nas w Bielsku zima dała na zakończenie jeszcze mocno o sobie znać, przez jedną noc napadało ok. pół metra śniegu, mróz nawet do -18 (jak nie więcej). miasto przez pół dnia sparaliżowane, ale pięknie :)

Pozdrawiam serdecznie :)

Magda i Marta pisze...

Zim, więc ja mam do Ciebie jedno pytanie. Twoja niepełnosprawność jest nie widoczna?
To powiedz co mają robić osoby z widoczną niepełnosprawnością jeśli Twoim zdaniem mówienie o swoich niedoskonałościach to murowane bezrobocie?
Usiąść i czekać na nie wiadomo co bo i tak nikt ich z niepełnosprawnością nie zatrudni?