poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Świętowania ciąg dalszy

Witam serdecznie w II święto Wielkanocne!
Nie udało mi się wczoraj notki napisać, za co bardzo Was przepraszam. Kiedy mogłam to uczynić, pomyślałam, że jeszcze jest czas, że napiszę wieczorem, po całym dniu.
Niestety wieczorem nie miałam możliwości napisani notki, bo miałam ograniczony dostep do komputera. Smutne to, to, że z najbliższymi nie można się dogadać. No ale cóż, bo przecież „to ja jestem panem i władco, a ty, korzystaj z mojego dobrego humoru i łaski, że ci pozwolę na pół godziny wejść na komputer”. Smutne to, i co to znaczy pół godziny! No ale tak to jest jak się nie rozumie, ze ja nie gram tylko robię wiele wiele innych rzeczy. No cóż nie uświadamiam, bo i tak nikt by tego nie zaakceptował. Kto wie, może bym wcale dostępu do nietu nie miała . Smutne to, ale prawdziwe i bardzo bolesne. Nie miałam tego pisać, wszak święta i radość powinna panować. U mnie jakos tej radości nie ma.

W sumie wczorajszy dzień, ogólnie rzecz biorąc udanym mogę nazwać. Rano przeżyłam piękną Rezurekcję. Śliczna to była msza święta. Choć wstać tak bardzo się nie chciało. Jednak przeżycie niesamowite. Kiedy szło się do kościoła na 6.00 delikatnie zaczynał wstawać świt. Jednak było jeszcze szaro, ponuro, jedynie ptaki pięknie głosiły swym spiewem radosną nowinę. Na początku mszy procesja trzykrotna do okoła kościoła, obwieszczająca, że Pan Zmartwychwstał. I takie uderzenie – wychodzi się z kościoła w piękny dzień, cudowne słoneczko, a jeszcze przed kilkunastoma minutami był mrok.

Bo pogoda była wczoraj piekna. Po południu poszłam z rodzicami na cmentarz, a potem do rodzinki na kawkę. No i byłoby wszystko ok. Tylko na stole pojawił się alkohol. No i wszystko ok., bo on dla ludzi przecież jest. Jednak wujek nie pił bo chory, a kazał swojemu zięciowi i synowi polewać moim rodzicom. Rozumiem jednego, dwa, no trzy. Ale kolejki były bardzo częste. Rodzice mówili, że już nie chcę,, ciocia też nie. No to dawaj zmuszac mojego tatę, a jeszcze jednego...no to jeszcze...i jeszcze. Spokojnie nikt się nie opił. Jednak było to niesmaczne. Nie podoba mi się takie wmuszanie i jeszcze dogadywanie od strony wujka „bo jutro nie przyjdziemy”, „bez łaski”, „może mu nie smakuje”. Nie cierpię takiego czegoś, tym bardziej, że tato jest osobą starszą, choruje na nadciśnienie, wiadomo róznie być może. Po drugie też mógłby odmówić, powiedzieć nie i koniec. No ale niestety, jeśli jest wódka, kilka kolejek...to nie ma po chwili już umiaru.

W ogóle przez cały wczorajszy dzień były jakieś sprzeczki w domu. Ja już nie wiem co robić, aby było dobrze zgodnie itp. Obojętnie co powiem wszystko jest złe, komentowane, obrażanie mnie. A ja nie umiem już normalnie reagować. Tak często mam dosyć wszystkiego naprawdę. No i boję się odezwać. Bo wiem, że znowuż będzie cos nie tak.

Eh, myslę Ewo, że rozumiesz już dlaczego wczoraj nie mogłam z Tobą rozmawiać!

Dziś sprawdziła się prognoza pogody, od rana leje deszcz. Ale to mi nie przeszkadza. Byłam już w kościółku i mam tylko nadzieję, że dzisiejszy dzień będzie lepszy niż wczorajszy.

Pozdrawiam serdecznie.

3 komentarze:

Aldi pisze...

Zmuszanie do picia alkoholu to straszna rzecz.
Nie dziwię się, że jesteś oburzona.
U nas nie ma zwyczaju picia wódki, tym bardziej w święta.
Mamy wino do obiadu, ale nie zdarzyło mi się jeszcze nikogo przymuszać do jego picia.
Niepoprawne zachowanie, delikatnie mówiąc...

Salanee pisze...

Nienawidzę wódki... Nienawidzę dlatego posiedzeń rodzinnych... Wódka jest straszna, poniewiera człowieka, i sprawia,że stacza się on na dno...

Co,do atmosfery rodzinnej. Wiem, coś o tym, bo często mam tak, jak Ty. Też już nie wytrzymuję,siadają nerwy, i czasami mówię za dużo. Nie dam siebie obrażać nigdy w życiu. Coraz częściej zaczynam myśleć o wyprowadzce, tylko najpierw muszę wyzdrowieć, i sobie to wszystko jakoś zorganizować. Czasami trzeba uczynić krok w nieznane, żeby wszyscy Ci dali święty spokój.Trzymaj się Iva.

Zimbabwe pisze...

Ja nie piję, no chyba że jakieś uroczystości rodzinne, a i to nie wódka, tylko wino.
Ty Ivo opisujesz tak, a w tysiącach domów ile szkód i łez spowodował ten "pocieszacz dusz"...
A przymuszanie do picia jest dla mnie nie do przyjęcia.
Pozdrawiam :)