poniedziałek, 13 lutego 2012

O wszystkim i o niczym zarazem

Wtajcie drodzy czytelncy!!
Nareszcie zabrałam się za pisanie, bo coś ostatnio strasznie zaniedbuję bloga  to nie, żebym nie chciała psać, czy coś w tym stylu...poprostu ciągle coś, albo totalnie nic. Miałam kiedyś zasadę, że jak się chce to zawsze coś się do napisania znajdzie...no ale jakoś tak jak już się działo to czasu ciągle brakowało, a jak się nie działo, no to...sami wecie. Tylko ja taki głupi człowiek jestem, że jak potem zaglądam na mojego bloga to mam straszne wyrzuty sumienia. I weź tu sobie dogodź człowieku!

Dzisaj ne byłam na warsztatach, bo jestem trochę przeziębona, w zasadzie to nie wiem co to było, bo już mogę powiedzieć, że mi minęło. No i dzwne toto jakieś, bo już od czwartku czułam pobolewanie gardła, ale w piątek było lepiej...cieszyłam się więc, że to tylko chwilowe. No to w sobotę było apogeum katar jak nie wiem co, tak więc sobota i niedziela z przerwam przeleżana w łóżeczku. Dziś jest już dużo lepiej, i cieszę się, bo bardzo mi zalezy aby jutro pojechać na warsztaty. A to dlatego, że jutro są Walentynki. Nie cierpię tego święta, ponieważ po pierwsze jest to święto przywleczone do Polski nie wadomo skąd, po drugie, pewnie inaczej bym do sprawy podchodziła gdybym nie była sama. A tak to ogólnie buuuu. Nie przygotowuję się też do niego jakoś specjalnie. Pamiętam rok temu A kupłam jakeś okazyjne słodkości ale to Ja kupiłam, ja się narzucłam i nic z tego nie miałam. Tak więc powiedziałam sobie, żadnych dodatków, owszem dostanie walentynkę jak większość i tyle. Bo właśnie jutro mamy kameralną imprezę walentynkową.

Przez wiele tygodni  kalendarzowej zimy wiele się mówiło o tym, że tej prawdziwej nie będzie, marzyłam sama o mrozie. A tu niespodzianka, dwucyfrowy mróz trzymał, no nie chcę przesadzać, z dwa tygodnie, teraz trochę zelżał ale za to popadało śniegu i jest ślizko. No ale takie uroki zimy niestety, jednak pocieszam się, że do wiosny mimo wszystko już niedługo.

Od kilku tygodni wiele mówi się w mediach o śmierci półrocznej Madzi z Sosnowca. Powiem, że od początku bardzo absorbowała mnie ta sprawa, współczułam rodzicom, choć już wszyscy mówili, że nie ma szans na odnalezenie dziecka, to ja wierzyłam, że się uda, że Madzia znajdzie się żywa i zdrowa. Jednak nie spodziewałam sę tylu zaskakujących wydarzeń. Ngdy bym nie przypuszczała, że matka może symulować porwanie, ba, że sama matka zabje dziecko. Nie wiem, bo już teraz się tym nie interesuję zbytnio, czy śmierć faktycznie była na wskutek tego upadku małej, czy też co do końca ją spowodowało. Jednak jak można wzywać policję, najlepszych detektywów, absorbować media i udawać, że Madzia została porwana. Tak mi żal było na pierwszej konferencji prasowej matki...i pewnie nie tylko mnie.A teraz poprostu nie mam słów co do niej. Wiadomo szok jest ogromny kiedy dziecku upada na podłogę i być może traci przytomność, ale no mimo wszystko wtedy się nie czeka, tylko dzwoni po erkę, prawda? Nie słucham już teraz wadomości dotyczących tej sprawy, obawiam się, że wielkiej tragedii jej nie zrobią. Posiedzi kilka lat, a wiadomo, że teraz za kratkami nie jest biednie, potem wyjdzie, być może wyjadą gdzieś za granicę, zmienią nazwisko, ona może i imię i będą żyl normalnie. Mieszane uczucia mam też co do tego jej męża, no ale mógł faktycznie nic nie wiedzieć. Ale ja uważam, że Katarzyna W pownna  dostać dożywocie a nawet w takich przypadkach jestem za karą śmierci. To jest coś strasznego. Na jakie koszty ona naraziła państwo, ne wiadomo też jak Madzia zmarła, mam tylko nadzieję, że nie męczyła się długo, a tam, gdzie teraz jest, jest szczęśliwa. Koszmar poprostu!!!

Uff, ale sę rozpsałam, myślę jednak, że sami macie podobne odczucia.
Tyle na dziś, postaram się w najblższych dniach napisać kolejną notkę!!!

Aha, kochani! Czy gracie w jakieś dobre gry w sieci? Dobre to znaczy ciekawe, wciągające itp. Jeśli tak to proszę przysyłajcie linki. Ja gram w farmeramę i buble island na facebooku. Tam jest sporo gier, ale są ona w języku angielskim, a ja niestety ne znam innych języków. Jeśli możecie mi polecić jakieś gry, to będę bardzo wdzięczna!!!
Buzaki:-).

3 komentarze:

Zim pisze...

Wiesz jak to jest, człowiek sobie planuje i planuje... A tu plany trzeba zmieniać! :) Ja świątek, piątek pisałam posty w blogu u siebie, a tak nie można cały czas.
Co do pani K.W. może powstrzymam się od komentarza, nie znam jej i nie byłam tam, ale wiem jedno, dla mnie to od początku była podejrzana sprawa.
A ile jest takich tragedii, o których nie wiemy?
Walentynki jako takie, czyli dzień św. Walentego - 14 lutego, był obchodzony dawniej w kościele katolickim jako dzień wspomnienia tego świętego od końca V wieku naszej ery. W średniowieczu był czczony jako patron chorych na padaczkę. Jednak w tamtych czasach były też liczne legendy o tym, jakoby udzielał ślubów młodym ludziom bez zgody rodziców i tak narodziła się druga strona 14 lutego - ta znana dzisiaj. Ale jeszcze w XVIII i XIX wieku w ten dzień w kościele katolickim były organizowane odpusty - tak przynajmniej głosi Wikipedia :)
Natomiast te komercyjne, dzisiejsze Walentynki to dopiero wiek XX i kto wie, czy nie mają źródła w tamtych odpustach?
Ale jest też inna teoria o pochodzeniu Walentynek dnia 14 lutego - w starożytnym Rzymie istniało święto zwane Luperkaliami ku czci bogini Junony, która była boginią kobiet.
Mam nadzieję, że trochę wyjaśniłam niejasne pochodzenie Walentynek :) Których notabene też nie obchodzę ;)
Pozdrawiam :)

Iva pisze...

Zim, dzięki za komentarz, jadnak co do Walentyynek to ja jo wszystko wiem:-).
Pozdrawiam cieplutko

Salanee pisze...

Przyłączam się do pytania z grami :)
Walentynki dla mnie nie istnieją, nigdy się w to nie bawiłam i bawić nie będę. Dla mnie to taki sam dzień, jak inny. Jeżeli kogoś kocham, to nie potrzebuję specjalnego dnia, żeby mu o tym powiedzieć, tak więc Iva nos do góry i nie przejmujemy się tym ;)

Bardzo długo śledziłam sprawę Madzi. od początku czułam, że ta matka ma coś na sumieniu. Już przy pierwszej relacji w telewizji, gdy ogłosili, że Madzia została porwana mówiłam to taty, że wcale się nie zdziwię, gdy to matka będzie miała coś z tym wspólnego, bo tak czułam. Kolejne dni pokazały, że się nie myliłam. Pamiętam, jak Kuźniar powiedział na antenie, gdy już wiadomo było, że maluszek nie został porwany, że Madzia wypadła mamie z kocyka podczas wynoszenia z kąpieli... Pamiętam, bo jeszcze mamie na kartce napisałam, co powiedział Kuźniar, a później? Później dowiedzieliśmy się, że to jednak nie z kąpieli niosła Madzię... Zbyt dużo niewiadomych. Czy Katarzyna zabiła Madzię? Tego nie wiemy, badania mam nadzieję pokażą, jaka była przyczyna zgonu i czy naprawdę powstała po uderzeniu główką o próg. Wydaje mi się, że policja wyciszy sprawę, żeby ludzie przestali się interesować, żeby nie wyszło, iż to oni są winni tego, że niepoprawnie prowadzili sprawę w początkowej fazie. Winni są nam informacje, wszyscy chcą wiedzieć, czy matka przyczyniła się do śmierci Madzi. Teraz w kółko mówią o tym samym, także przestałam śledzić na bieżąco.
Czy matka Madzi powinna dostać dożywocie? Nie wiem, jeżeli zabiła - to tak, jeżeli nie, to powinna odpowiadać za zbezczeszczenie zwłok
Żadna matka nie postępuje tak ze swoim dzieckiem, żadna normalna!

Iva, ja też mało piszę na blogu, straciłam chęć dzielenia się, bo gdy pisałam, co myślę, co mnie w życiu spotyka, zostałam przejechana przez jakiegoś chama i to spowodowało, że wchodząc na bloga, zamykam się jakoś i już nie potrafię się dzielić.