wtorek, 25 maja 2010

Dzień zakupowy

Witam was kochani w piękne wtorkowe popołudnie. Ten tydzień mam troszke napięty, przez co moje rzadsze wizyty tutaj. Juz w nocy z niedziele na poniedziałek wyjeżdżam nad morze do Pobierowa i doczekac sie nie mogę.

Jednak przed tym wyjazdem mam jeszcze sporo załatwiania i biegania. Wczoraj byłam u fryzjera. Niby zwykłe obcinanie ale trzeba było iść i swoje odsiedzieć. A dziś to juz w ogóle masakra.

Rano poszłam do ośrodka zdrowia, jak zawsze pomierzyć cisnienie, jolsesterol, cukier.  Na szczęście wszystko w noermie. No ale nim sie dostałam, to było już krótko przed dziewiątą, a o ósmej juz tam byłam. Kolejka opornie sie posuwała. No rozumiem, że dziś pobieranie krwi i przez to. Ale to tez oszczędność bo u nas jest jedna pielęgniarka. I ona chocby nie wiem co, nie moze sie  pospieszyć, bo krew poobrać trzeba, telefon odebrać, bo ludzie rejestrują sie w ten sposób do lekarki, czy tez recepty wydać też trzeba...masakra. Sądzę, że we dwie miałyby co robić. No ale cóż...

Po powrocie do domu w biegu sniadanie i wyjazd na targ. Chciałam kupić sobie buty tzn adidasy i sandały. Ludzi tłumy, towarów też sporo, ale tak naprawdę tego, czego sie akurat chce nie ma. I denerwuje mnie jedna rzecz, że wszystko robi sie na miarę chudych. Przepraszam chudych :-) ale Wy wszędzie  i zawsze dostaniecie cos na siebie. No chocby adidasy z przylepcami śliczne, 38 rozmiar - no ale co z tego przymierzyłam chyba z 3 pary, jak wszystko szczupłe!! Nie wiem, na biedę mam w czym chodzić, ale chciałam nowe. Nie lubie włąściwie zakupów na targu. Bo tak naprawdę nic człowiek nie kupi a sie nachodzi. A przy tym jeszcze stres bo tłumy i wiadomo, trzeba trzymac torebki, portfele itp. Poprostu masakra.

Jutro mam troszkę spokojniejszy dzień, choc nie wiem jak to bedzie. Muszę powoli sie zacząć pakować., pewnie sie powtarzam, ale nie cierpię się pakować, bo zawsze mam obawy, że o czymś zapomnę.

Piszcie co tam u Was, czekam na komentarze i meile!

2 komentarze:

Zimbabwe pisze...

A u mnie na targu jest fajnie :D Zresztą w Krakowie mamy kilka targów, no ale ten nasz gdzie chodzę jest w zasadzie prawie historyczny :) I ma swój klimat nawet muszę przyznać. Miłego wyjazdu!

Salanee pisze...

Nie lubię chodzić po targu, chyba nie byłam z kilka dobrych lat. W sumie, to w ciuchy zaopatruję się w sklepach, a jeżeli chodzi o buty, to wyznaję zasadę, że lepiej wydać więcej, i pochodzić dłużej, aniżeli wydać mniej lub wcale nie mniej, a pochodzić sezon...

Fajnie Ci, że sobie jedziesz... Żyć, nie umierać.