sobota, 20 lutego 2010

Sobota

No i mamy weekend! Pewnie się cieszycie z tego powodu.
Ja tak sobie. Owszem wczorajszy dzień juz był dla mnie bardzo męczący i  naprawdę żadko zdarza się tak, że z trudnem wytrzymuję do 14.30 na WTZ. No ale tak własnie wczoraj było.
Po całodniowym wstawaniu o 6.30 nie mogłam sie już doczekać dzisiejszego dnia kiedy to do tej ósmej choć bede mogła poleżeć.

No i tak się stało. Poleżałam nawet ciut dłużej. Potem śniadanie i sobotnie sprzątanie. Tradycyjnie odkurzyłam mój pokój, umyłam korytarz, podlałam kwiaty. Niby nic a zajęło mi to prawie dwie godziny.

Potem mama piekła ciasto drożdżowe. Tak więc pomogłam. Wiadomo moja specjalność to kruszynki!   No i ani sie obejrzałam wybiła godzina 13 ta i czas było brac sie za obiad. Wiadomo skoro jestem w domu, to staram sie jak najwięcej pomódz mamie.

Potem jeszcze co nieco zgrzebnłam, poczytałam, popisałam trochę TV pooglądałam. I mozna by powiedzieć, że sobota odeszła do historii.

Sobota, niby wolny dzień. Niby nic aż takiego człowiek nie robi a jest zmęczony bardziej niż w ciągu tygodnia. W gruncie rzeczy nie lubię sobót, niedziele zawsze jakoś szybciej lecą. A soboty to jakoś tak dziwnie. Człowiek chodzi z kąta w kąt,  trochę posprząta, coś zrobi. A zmęczony jest maskarycznie.
Dla mnie w ogóle sobota to taki chaotyczny dzień. Nie ma swojej ramówki, że o tej to, o tamtej godzinie tamto...całkowicie wszystko jest poprzewracane. A ja tak nie lubię. W ciągu tygodnia wiem, że teraz idę  do komputera, a teraz musze w kuchni pomódz, lub cos innego zrobić.
Jednak jak sobie znowu pomyśle, że jeszcze jutro będę mogła dłuzej pospać...to nawet cieszę się z tej "rozjechanej" soboty.

Po za tym, mam nadzieję, że zima sie kończy. I oby to była mimo wszystko prawda. Dziś praktycznie cały dzięń lało, tak więc śnieg fajnie sie topił. Teraz za oknem szaro i buro, ale to lepsze niż  stosy sniegu.
No i niech ta zima sie skończy! ja od  Nowego Roku nie byłam w kościele, Wstyd, jestem osoba wierzącą. Jednak nie dam rady iść kiedy na chodnikach i ulicy leży śnieg. Może i bym doszła, ale nie wiem, a niechbym sie połamała...strach mysleć. Mam wyrzuty sumienia, jednak myślę, ze Pan Bóg mnie rozumie.
I tak dziękuję Jemu, że bus, którym jeżdżę na WTZ przyjeżdża po mnie i odwozi mnie do samego domu.

Kochani! Bardzo dziękuję Wam za komentarze dotyczące eutanazji. Nie spodziewałam się, że pod tym tematem rozkręci się taka dyskusja. To miłe/ Ja szanuję Wasze poglądy, aczkolwiek może nie do końca się z nimi zgadzam. Właściwie to juz dziś nie wiem bo jestem i za i przeciw. Rh, to naprawdę ciężka i bardzo trudna sprawa.

A czy Wy lubicie sobotę?
Pozdrawiam serdecznie.

3 komentarze:

zimbabwe pisze...

Czy lubię sobotę? No ba :) Zresztą czytałaś to co będę powtarzać całego dłuuuugaśnego posta z bloga :) Pozdrawiam :)

Salanee pisze...

Jak pracuję, to uwielbiam weekend, wtedy mogę odpocząć, wyspać się, i najlepiej, żeby ta sobota trwała jak najdłużej. Niedziel nie lubię, bo potem znowu ciężki tydzień.

Anonimowy pisze...

Sobota dlamnie jak każdy dzień w tygodniu sprzątać nie lubię ale cusz ktoś musi to zrobić a wiosna już się zbliża słychać juz od czasu do czasu śpiewające ptaszki częściej świeci słońce a śnieg topnieje i co najważniejsze jest cieplej